Rok życia i śmierci na ekranie

Ekrany zaczęły się z ambicją. W kwietniu zeszłego roku, gdy pandemia wskoczyła na wysokie obroty i ceny linii lotniczych gwałtownie spadły, grupa przyjaciół i ja zdecydowaliśmy, że to idealny czas na zakup biletów na podróż, o której rozmawialiśmy od miesięcy: wakacje w czasie Bożego Narodzenia do Nowej Zelandii aby uczcić jedno z nas, które ukończyło studia magisterskie z zakresu zdrowia publicznego. (Ironicznie, tak.) Jasne, wszyscy zostaliśmy poinstruowani, aby pracować z domu, i jasne, nic, co słyszeliśmy w wiadomościach, nie brzmiało szczególnie obiecująco, ale wydawało się niewyobrażalne, że będziemy w dokładnie takich samych okolicznościach osiem miesięcy po rozpoczęciu przyszły. Pilnie sprawdziliśmy zasady zwrotów drobnym drukiem, kupiliśmy kilka lotów, uznaliśmy, że jesteśmy oszczędni i optymistyczni, i zbieraliśmy się na Zoom przez kilka tygodni, aby zaplanować szczegóły naszej zbliżającej się przygody.

Zamiast tego jedyne miejsce, w którym nasza czwórka była razem w zeszłym roku, to internet. W Zoom, FaceTime i Google Chat zbieramy się na małych ekranach na dużym ekranie, starając się z całych sił, aby wnieść namacalną radość do hangouta 2D. Nie będzie dla Ciebie szokiem, że odwołaliśmy naszą podróż, przekładając ją na inny czas. Tak, mamy nadzieję dzięki szczepionce, ale odmawiam jeszcze planowania tak daleko w przód.

Powiązana historia

Tak więc do tego czasu spotkamy się tutaj, gdzie wiele naszych rozmów odbywało się przez lata spędzone na podróżowaniu po kraju, rozpoczynaniu nowej pracy czy powrocie do szkoły. Przed COVID-19 te wirtualne interakcje były jedynie tymczasowymi przerwami, tymczasowym rozwiązaniem, dopóki nie będziemy mogli ponownie być razem osobiście. Teraz dla wielu z nas czat wideo stał się jednym z naszych jedynych okien na świat poza naszymi czterema ścianami. Gdy przeszliśmy do pracy w domu, nasze ekrany stały się portalem do biura składającego się z półek na książki współpracowników i sypialni z dzieciństwa, z częstymi występami zwierząt domowych lub wędrujących współlokatorów. Moi przyjaciele zaczęli spędzać wieczory na randkach FaceTime lub uczęszczać do wirtualnych klubów książki, podekscytowani łatwym wyjściem dostępnym za jednym kliknięciem. Zamiast imprezy, którą planowaliśmy od miesięcy, zorganizowaliśmy na Zoomie 60. urodziny mojej mamy, a nasz świąteczny obiad zakończyliśmy nie na kanapie, ale przy komputerze, doganiając rodzinę. W ostatnich tygodniach 2020 roku świętowaliśmy Boże Narodzenie z rozmowami wideo od rodziców mojego partnera, tak wiele stanów i burz śnieżnych między nami.



I choć te doświadczenia były wyczerpujące lub niezręczne lub niezadowalające, zwłaszcza w porównaniu z tymi z prawdziwego życia, za którymi tęskniliśmy, stały się niezbędną maścią, wyzwaniem dla kreatywności, a czasami irytującym przypomnieniem rzeczywistości.

W grudniu pożegnałem się z babcią przez FaceTime. W sobotę, nieco ponad tydzień odkąd weszła do szpitala z komplikacjami związanymi z COVID, odebrałam telefon od mamy, która natychmiast przeniosła mnie nie tylko do jej kuchni, ale także do domu mojej ciotki, mieszkania mojej kuzynki, sypialnia mojego brata i szpitalne łóżko, obok którego stał dziadek. To była szamotanina, żeby wciągnąć wszystkich w tym samym czasie, żeby wszyscy odpowiedzieli w inny nieokreślony poranek. Ale potem nagle, choć nikt z nas nie był razem, byliśmy tutaj, na tym iPhonie, który mój dziadek pożyczył od pielęgniarki. (Jest typem Androida.) Zamiast ramion usadowiliśmy się w jednocalowych pudłach, żeby słuchać ciężkiego oddechu babci i patrzeć, jak mój dziadek odgarnia włosy dłonią w rękawiczce. Przez dwie maski powtarzał w kółko: Jestem tutaj. Jestem tutaj. Jestem tutaj.

dziadkowie

Moja babcia i dziadek w młodości.

Dzięki uprzejmości autora

Potem, tak samo nagle, wróciłam do domu, po prostu osoba siedząca sama, trzymająca telefon zamiast mojej rodziny i naszego bólu. To było jednocześnie niszczycielskie i antyklimatyczne, zagmatwany i nagły koniec. Była to też jedna osoba, za którą miałam być wdzięczna – przynajmniej udało nam się ją zobaczyć, przynajmniej mój dziadek mógł wejść do szpitala, choćby na chwilę. Ta śmierć, mierzona w stosunku do wszystkich innych zgonów w tym roku; nasza rodzina, w porównaniu ze wszystkimi innymi rodzinami, które nie miały takich rzeczy. A sentyment nie jest zły. Jestem wdzięczny. Jestem wdzięczny za czas i przestrzeń, które nam dano, za technologię, która pozwoliła nam je mieć, oraz za przywilej dostępu do obu. Jestem wdzięczna za poczucie zamknięcia, jakkolwiek niewyraźne, i za świadomość, że w tych ostatnich godzinach nie zawsze była sama. Ale przede wszystkim z pokorą dołączam do statystyk, dzielę się tym horrorem, z którego tak niewielu z nas udało się uciec. To nie jest tylko nasza prywatna śmierć, ale śmierć, która jest częścią większej historii tego wirusa. Pod pewnymi względami nie jesteśmy już pojedynczo, ale na zawsze członkiem tego dziwnego sojuszu.

Moja rodzina zebrała się w ten sam sposób prawie tydzień później, garstka z nas na Zoomie oglądała transmisję na żywo z pogrzebu mojej babci – wyjątkowo zdanie w 2020 roku. Udarem geniuszu Gen-Z moja 19-letnia kuzynka, która była jedną z trzech osób na pogrzebie, dołączyła do wideorozmowy ze swojego telefonu, dzięki czemu wszyscy mogliśmy zobaczyć drugą część ceremonii, która trwała miejsce poza synagogą i poza granicami oryginalnej transmisji na żywo. I zrobiliśmy to wszystko ponownie następnej nocy, pojawiając się w naszym Brady Bunch prostokąty na wirtualny pomnik, dzielenie się historiami i kupowanie subskrypcji Zoom wykraczającej poza 40-minutowy limit czasu. Bez żadnego powodu, żeby odejść, grupa z nas pozostała online do pierwszej w nocy. W końcu byliśmy już w domu, a nasza rozmowa przeszła w noc.

Tak samo nagle wróciłam do domu, jako osoba siedząca sama, trzymająca telefon zamiast mojej rodziny i naszego bólu.

Chociaż ta śmierć jest dla mnie skomplikowana, nauczyłam się, że nic z tego nie jest aż tak skomplikowane: moja relacja z babcią była pełna miłości, ale nie idealna i nigdy nie będzie. Nie widziałem jej od ponad roku i nie będę mógł ponownie. Sposób, w jaki zginęła, był okropny i być może w jakiś sposób można go było zapobiec, ale tak niewielu ludzi z rzeczywistą mocą próbowało temu zapobiec. Patrzyłem, jak umiera na tym samym ekranie, na którym rozmawiałem kilka godzin później z moim najlepszym przyjacielem. Jestem smutny i czuję się coraz bardziej niezdolny do oddzielenia traumy z minionego roku, ale dni mijają i ja też. dzień; gdzie spędzałem noce grając w gry Jackbox i organizując imprezy PowerPoint; jedyne miejsce, w którym mogłem zobaczyć twarz mojej mamy podczas tych długich zimowych miesięcy. Przypominają mi, jak bardzo wszyscy jesteśmy oddzieleni, a także, wirtualnie, wciągnęli mnie w ramiona innych ludzi, kiedy najbardziej ich potrzebowałem. Nie są doskonałe i nigdy nie będą. Ale na razie są to najbliższe nam rzeczy, których wystarczy.